
| Nostalgia za statystyką, czyli ile dni parzymy sobie kawę? |
| Wtorek, 18 Styczeń 2011 09:54 |
Nostalgia za statystyką, czyli ile dni parzymy sobie kawę?Wszyscy już jakoś oswoili się z kampanią antynikotynową, która przetoczyła się przez nasz kraj. Jej ostatecznym efektem jest ustawa wprowadzająca szereg obostrzeń dotyczących możliwości palenia tytoniu w miejscach publicznych. Co (dla nas) ważniejsze, również pracodawcy nie mają już obowiązku zapewnienia pracownikom miejsca, w którym mogliby oni puścić sobie w spokoju „dymka”. Z nowymi regulacjami prawa tytoniowego można się nie zgadzać, można ich bronić, wskazywać ich plusy i minusy. Zazwyczaj przytacza się liczne dane statystyczne. Na przykład takie, jak ta zgodnie, z którą, że palący pracownik spędza około 22 dni rocznie na przerwie papierosowej, a jego absencja jest wyższa o 50 procent. Swego czasu mówiono nawet dosyć poważnie – głównie w Wielkiej Brytanii- o wprowadzeniu zwyczaju niepłacenia za przerwy papierosowe. Co więcej nie tylko nikotyna jest zagrożeniem dla wydajności pracowników. Lubujący się – z jakiegoś powodu- w takich wyliczeniach Brytyjczycy przeliczyli straty jakie przeciętna firma ponosi na przerwie kawowej -finansowo nie jest to wcale zatrważająca kwota (niecałe 500 funtów rocznie). Jednak w perspektywie prawie dwustu dni traconych na parzenie kawy w czasie czterdziestoletniej kariery zawodowej, wynik ten może niepokoić : ). Nie tylko używki -nikotyna i kofeina- znalazły się na celowniku łowców statystyk. Przeliczane są również straty czasu na lunch, szukanie miejsca do parkowania, etc.
Oczywiście wiedza na temat tego w jaki sposób nasze codzienne czynności kumulują się w olbrzymią ilość czasu, który możemy potencjalnie wykorzystać w sposób produktywny, jest dosyć interesująca. Jednak nam nie daje spokoju jedno pytanie. Dlaczego w czasach, w których za wzór organizacji pracy służą biura google -w których pracownicy mogą znaleźć specjalne pokoje do odstresowującej drzemki lub gry pingponga- takie wyliczenia stają się coraz bardziej popularne? Czar statystyki może mieć różne wytłumaczenia. Możliwe jednak, że nie ma co kombinować i uznać, że jest to po prostu wyraz tęsknoty za odchodzącą epoką. Jeśli spojrzymy na to co mówią dzisiejsi guru zarządzania (a lista nazwisk jest dłuuuga), albo jeśli posłuchamy co na spotkaniach, takich jak organizowane przez BIGRAM „HR w kamienicy”, mówią liderzy biznesu, dowiemy się, że polegać na statystykach oraz wypracowanych na nich standardowych procedurach można było jakieś dwadzieścia lat temu. Dzisiaj każdy problem musi znaleźć indywidualne rozwiązanie, każda idea być innowacyjna, wreszcie codzienna praca -w swojej idealnej wersji- winna być satysfakcjonująca i oparta na osobistej motywacji (oczywiście przeliczalnej na odpowiednie wynagrodzenie:). Nic dziwnego, że dane statystyczne coraz częściej (od razu uspokajamy, że nie zawsze) stają się po prostu ciekawostkami pozwalającymi od czasu do czasu, użyć ich jako argumentu w dyskusji prowadzonej pół serio ...na papierosku, albo przy kawce :). PS Oczywiście trochę przesadzamy, jednak niewątpliwie daje się zauważyć zmianę funkcji badań statystycznych, które z organizacji pracy przeniosły się do działów marketingu. Jest to jednak inna historia, którą zapewne jeszcze kiedyś opiszemy :). |

