
| Pejzaż biurowy |
| Wtorek, 24 Sierpień 2010 09:53 |
|
Kiedy w 1965 roku firma Herman Miller wypuściła na rynek pierwszy model nowoczesnego boksu biurowego, nie można było się jeszcze domyślać do jakiego stopnia zdominuje on korporacyjny krajobraz w czasie boomu internetowego połowy lat dziewięćdziesiątych. „To był magiczny czas”, zupełnie nowy model organizacji firmy i zupełnie nowe potrzeby. To właśnie w tym okresie spopularyzowany został termin „Cubicle farms” ironicznie sugerujący rozbicie więzi społecznych wywoływane przez skrajną funkcjonalizację miejsca pracy. Ale początki były zupełnie inne. W latach pięćdziesiątych niemiecka grupa Quickborner zainteresowała się pomysłami krążącymi wokół idei „pejzaży biurowych” [„Bürolandschaft”].
Był to czas rewolucji „białych kołnierzyków” i rosnącej potrzeby zmiany fabrycznej organizacji pracy, wykonywanej przez rzesze pracowników biurowych. Długie rzędy stołów i jednostajny stukot maszyn do pisania miały zostać zastąpione otwartymi przestrzeniami i swobodną komunikacją pomiędzy menedżerami i ich zespołami. Wszyscy mieli pracować wspólnie, zapewniając jak najszybszy transfer informacji [e-mail cały czas był zagadnieniem futurologicznym]. Mniej więcej w tym samym czasie powstało pierwsze „Action Desk”, a jego bezpośrednim następcą był właśnie boks biurowy [Cubicle], którego główną zaletą było zapewnienie przynajmniej minimum prywatności i maksimum funkcjonalności. Okazało się jednak, że paradoksalnie funkcjonalizacja przestrzeni stała się tym co zabiło najważniejszy element koncepcji „pejzaży biurowych”, to znaczy ich otwartość. Boksy stały się idealnym rozwiązaniem zarówno na czas kryzysu jak i boomu gospodarczego. Minimalizując koszty utrzymania biur pozwalały na jednoczesne zwiększenie elastyczności i szybkości działania. Gdy rozpoczęła się koniunktura w sektorze usług IT, a firmy musiały ruszać pełna parą z tygodnia na tydzień nie było czasu –i pieniędzy- na wynajmowanie drogich biurowców. Boksy spełniały swoje zadanie w sposób idealny. Zresztą mają one również inną cechę, która wiąże się z naszym ostatnim wpisem: wystarczyło wspiąć się na krzesło aby zobaczyć, że jest się częścią większego zespołu : ). Mało znaczącą częścią – dodajmy. Jednak boksy wydają się mieć lata świetności za sobą. Nowoczesne technologie komunikacyjne wywróciły do góry nogami potrzeby organizacji przestrzeni biurowej równie szybko jak wyniosły do szczytów popularności „cubicle farms”. Pisaliśmy jakiś czas temu o pracy zdalnej, wspominaliśmy też o zacieraniu się granic pomiędzy sferą prywatną i zawodową. Coraz większą popularnością cieszą się biura na godziny. Jakiś czas temu Puls Biznesu zwrócił uwagę, że jeszcze dalej idzie nowe pokolenie Freelancerów, które kierując się po trosze wygodą a po trosze kryzysowym zaciskaniem pasa, przenosi się do galerii handlowych, gdzie można pracować nie martwiąc się o brak espresso. Jego koszty są wszak znacznie niższe niż koszty wynajmu biura. Co ważniejsze powody tych rozwiązań są bardzo podobne jak te, które wymieniano w połowie lat sześćdziesiątych: szukanie nowych inspiracji. Może to trochę dziwne a trochę paradoksalne, ale wolni strzelcy przekonują, że centrum handlowe to miejsce, w którym wyjątkowo łatwo wpada się na pomysły nowych rozwiązań. Różnica jest taka, że jeśli dla menedżerów sprzed czterdziestu lat komunikacja i nowe formy zarządzania były na wagę złota, dzisiaj liczy się sama innowacja i to pewnie ona będzie mieć najistotniejszy wpływ na wygląd przestrzeni biurowych. |

