
| Po Coachingu czas na mentoring ? |
| Monday, 10 January 2011 16:05 |
|
There are no translations available. Po Coachingu czas na mentoring ?Sherm Chavoor, trener olimpijskiej reprezentacji Stanów Zjednoczonych, który wyszkolił legendy pływackie tego kraju nie potrafił pływać. Coach -czyli trener- nie musi dysponować praktyczną wiedzą z dziedziny, w której szkoli swoich podopiecznych aby osiągnąć sukces. Jednak istnieje jeszcze inna forma doskonalenia i motywacji, która zakłada biegłość w danej dyscyplinie, przy jednoczesnej nieformalnej relacji łączącej „ucznia i mistrza”: mentor. Ostatnie ćwierćwiecze należało do Coacha...być może już czas aby wrócił stary dobry model autorytetu zawodowego :). Trudno powiedzieć, kiedy dokładnie na rynku pojawiła się usługa znana dziś pod nazwą coachingu. Wiadomo, że pierwsze użycie tego zwrotu w znanym dziś kontekście odnotowano w latach trzydziestych XIX wieku w Oxfordzie, gdzie coach dbał aby student podołał wyzwaniom edukacyjnym stawianym mu przez uczelnię. Dopiero później terminu tego zaczęto używać w kontekście sportowym. Z czasem coach stał się tym kogo znamy dzisiaj, to znaczy osobą, która wcale nie musi znać się na czymś konkretnym, musi natomiast umieć motywować ludzi, pomagać im odnajdywać nowe rozwiązania, etc.. Scherm Chavoor stał się symbolem i uosobieniem tego typu ludzi, zdolnych „zarażać sukcesem”. Jednak w zamierzchłych czasach, kiedy nikt jeszcze nie słyszał o standardach ISO, a numery telefonów składały się z czterech cyfr, motywacja była blisko związana z procesem wdrażania nowych pracowników w realia firmy (w której mieli -przynajmniej z punktu widzenia statystyki- doczekać emerytury). Stosunek jaki wykształcał się pomiędzy doświadczonymi kolegami, a młodymi adeptami danej branży często przybierał formę mentora i protegowanego*. Różnica pomiędzy coachem a mentorem jest dosyć płynna, W przypadku pierwszego trudno jest mówić o jakiejś oficjalnej relacji. To właśnie pół-formalny charakter porad udzielanych przez mentora, skupiony jednocześnie nie tyle na motywacji, co przekazywaniu wiedzy i doświadczenia stanowi o głównej różnicy pomiędzy obydwoma terminami. Coaching zaczął wypierać „mentoring” w drugiej połowie XX wieku, kiedy coraz wyraźniej dawała o sobie znać rosnąca rola elastyczności i dynamiczności ścieżek kariery. Gdy w zawodach wymagających specjalistycznej wiedzy przestały dominować stabilne formy zatrudnienia, a normą stała się nie tylko wielokrotna zmiana miejsca pracy, ale i branży, załamały się warunki sprzyjające pojawianiu się dosyć osobistej relacji pomiędzy doświadczonym autorytetem a „żółtodziobem”, któremu ów autorytet przekazywał nagromadzoną latami wiedzę. Coaching okazał się dużo solidniejszym i efektywniejszym rozwiązaniem, nowe pokolenia specjalistów nie potrzebowały doświadczenia starszych, ponieważ wraz z zawrotnym tempem globalizacji cała nieformalna wiedza na temat branży potrafiła zdezaktualizować się w przeciągu kilku lat (wyjątkiem były może dosyć konserwatywne środowiska prawników i tak zwanej „wielkiej finansjery” :). Dzisiaj Mentoring zaczyna powoli wracać do łask. Zwraca na to uwagę jedna z lepszych HR-owych blogerek w sieci Susan Heathfield. Fakt, że menedżerowie i specjaliści na nowo doceniają funkcję mentora świadczy, że coś się zmienia w postrzeganiu kariery. Nie pierwszy to raz piszemy, że szaleńcze tempo ostatnich dwóch dekad ustępuje miejsca ponownej stabilizacji, jeżeli chodzi o model rozwoju zawodowego. Oczywiście nie ma co liczyć na wielki powrót „one job for life”, ale następna dekada przyniesie z pewnością lekkie przewartościowanie w obrębie kultury organizacyjnej większości zachodnich przedsiębiorstw. W tym prognostycznym tonie kończymy pierwszy, dłuższy niż zazwyczaj, wpis w 2011 roku. * W rzeczywistości funkcja mentora jest dużo starsza. Sam termin pochodzi z Odysei Homera. Mentor było to imię przyjaciela Odyseusza, który wyznaczył go na opiekuna swych włości na czas trwania wojny trojańskiej. Mentor był opiekunem i nauczycielem Telemacha, syna Odyseusza, stąd też wzięło się późniejsze znaczenie tego słowa. |

