
| Inflacja wykształcenia czy doświadczenia? |
| Tuesday, 03 August 2010 15:36 |
|
There are no translations available. Inflacja wykształcenia czy doświadczenia?Dzisiejszy wpis będzie drobną dygresją na temat blasków i cieni posiadania dyplomu magistra. Problem wydaje się oczywisty skoro zgodnie z danymi GUS bezrobocie wśród absolwentów uczelni wyższych zwiększyło się o 30 procent w stosunku do analogicznej sytuacji w zeszłym roku (dane te pochodzą co prawda z kwietnia, ale dosyć dobrze obrazują aktualną sytuację).
Zazwyczaj taki stan rzeczy tłumaczy się inflacją wykształcenia. Coraz większa liczba absolwentów oznacza coraz mniejszą wartość dyplomu, a tym samym konieczność wykazywania się innymi atutami, które pozwolą zdobyć wymarzone –albo po prostu aktualnie dostępne- stanowisko. Jest dosyć ciekawe zjawisko, jeśli zważymy na fakt, że model wiedzy promowany na uczelniach wyższych coraz bardziej pokrywa się z potrzebami rynku pracy. Nie miejsce tutaj do oceny kierunku tych zmian, ale nie ulega wątpliwości, że model wyższej edukacji jako instytucji przekazującej i wytwarzającej wiedzę ustępuje modelowi kształcenia zawodowego, w którym wiedza stanowi wypadkową aktualnych tendencji w biznesie a szerzej gospodarce jako takiej. Gdyby faktycznie takie rozwiązanie było skuteczne, to powinniśmy obserwować raczej spadek niż wzrost bezrobocia wśród świeżo upieczonych magistrów (kryzys nie ma tutaj nic do rzeczy ponieważ trend ten utrzymuje się już od kilku lat). Być może więc problem nie leży wyłącznie w fakcie nadmiaru ludzi wykształconych, którzy co roku zasilają rynek pracy. Wydaje się, że równie istotnym, jeśli nie istotniejszym czynnikiem jest inflacja doświadczenia, które młodzi ludzie starają się zdobyć jeszcze w trakcie studiów. Studenci świadomi ich trudnej sytuacji na rynku pracy angażują się w działania, które dają im możliwość startu z pewnym dorobkiem zawodowym, jednak dokładnie ten sam fakt powoduje, że często doświadczenie jakim mogą się pochwalić nie pokrywa się z oczekiwaniami pracodawców. Taka sytuacja szczególnie wyraźnie dała się odczuć w ostatniej dekadzie, kiedy ruszyły w Polsce liczne programy promujące zdobywanie doświadczenia poza tradycyjnym obiegiem edukacyjnym, przy jednoczesnym braku instytucji, które byłyby w stanie skoordynować zapotrzebowanie firm z ofertą programów szkoleniowych czy wolontariackich. Na szczęście ta tendencja ulega zmianie a obecnie coraz więcej firm decyduje się na staże i praktyki, których kulminacją jest zatrudnienie młodych ludzi, zdobywających doświadczenie faktycznie wymagane na rynku pracy. Fakt, że pracodawcy coraz częściej wychodzą naprzeciw potrzebom młodych osób rozpoczynających swoją karierę zawodową oznacza paradoksalnie, że wykształcenie przestaje być, wytrychem do sukcesu (warto jednak pamiętać, że cały czas to absolwenci studiów MBA mogą pochwalić się najwyższymi zarobkami wśród kadry menedżerskiej). Dzieje się tak dlatego, że rośnie –przynajmniej w odniesieniu do specjalistów- przekonanie, że doświadczonego pracownika najłatwiej pozyskać oferując mu zdobycie tego doświadczenia pod własnymi skrzydłami. Ten optymistyczny wniosek i warto obwarować uwagą, że jest to dopiero rodzący się trend (chociaż o pozyskiwaniu młodych talentów już na studiach mówi się od dawna), który rozwija się przede wszystkim w dużych firmach, bogatych w doświadczenia na zachodnich rynkach i gotowych do szukania nowatorskich rozwiązań również w obszarze działań HR. Ale każda istotna zmiana musi się gdzieś rozpocząć :). W dyskusji jaka z większą lub mniejszą regularnością przetacza się w prasie fachowej oraz w ogłoszeniach rekrutacyjnych na plan pierwszy wybija się jedno słowo: doświadczenie. Sytuacja absolwentów na rynku pracy sugeruje, że uczelnie wyższe owego doświadczenia nie zapewniają. Pracodawcy nie mogą przyjąć osoby bez doświadczenia, osoba bez doświadczenia nie może go zdobyć w ramach uczelni. Rozwiązanie oferowane przez obecny model kariery zawodowej opiera się na inicjatywie studentów, którzy w ramach oferowanych Przyzwyczailiśmy się już do sytuacji, w której od studentów oczekuje się inicjatywy i aktywności na rynku pracy jeszcze przed złożeniem dyplomu i zazwyczaj Ci spośród nich, którzy odpowiednio wcześnie odbywają starze, angażują się w wolontariat oraz doszkalają się pod kątem swoich oczekiwań zawodowych odnoszą w późniejszym życiu zawodowym sukces, prędzej czy później. Jednak nasuwający się prosty wniosek, że należy być kowalem własnego losu wcale nie jest tak oczywisty, co więcej nie jest do końca prawdziwy. Jak wiadomo biznes zmienił się w ostatnich latach, a pracodawcy zainteresowani pozyskaniem najlepszych specjalistów coraz wyraźniej formułują oczekiwania co do jakości kształcenia, przebytych kursów oraz co ważniejsze praktycznych umiejętności nabytych w toku edukacji [z tego też powodu nie zaskakuje, że najlepiej zarabiają absolwenci studiów MBA, kładących istotny nacisk na menedżerskie know how]. Ale wraz z biznesem zmienia się również system kształcenia. Nie jest to najlepsze miejsce na ocenę kierunku owych zmian, ale bez wątpienia zarówno studenci jak i uczelnie znacznie częściej niż wcześniej określają profil zdobywanego lub oferowanego wykształcenia pod kątem potrzeb rynku pracy. W tym kontekście dosyć głośna była ostatnio sprawa zamknięcia –cieszącego się renomą- instytutu filozofii na uniwersytecie w Essex jako niekompatybilnego z oczekiwaniami pracodawców. Dosyć jasne staje się, że na wyższych uczelniach zaczyna dominować nowy model wiedzy dającej się łatwo przekuć na sukces zawodowy. |

