
| Rynek pracy: delikatny optymizm wskazany - pochopne wnioski niekoniecznie |
| Wednesday, 09 June 2010 14:47 |
|
There are no translations available. Mamy za sobą już dwa kwartały powolnego wychodzenia z kryzysu, warto więc podsumować przynajmniej pokrótce sytuację jaka rysuje się na HR-owym horyzoncie. Ostatni spadek bezrobocia powitano entuzjastycznie. I choć w kategoriach bezwzględnych statystyki są cały czas gorsze niż rok temu (12,9 % w kwietniu 2010 w stosunku do 10,9 % w 2009) to jednak daje się zaobserwować coraz wyraźniejsze przejawy stabilizacji na rynku pracy. Na podstawie doświadczeń BIGRAM możemy powiedzieć o pewnym wzroście realizowanych przez nas projektów rekrutacyjnych i wszystko wskazuje na to, że sytuacja powinna rozwijać się w coraz lepszym kierunku. Oczywiście rynek jest jeszcze daleko od jakkolwiek rozumianej „prosperity” i dlatego umiarkowany optymizm należy obwarować pewną dozą ostrożności. Czy oznacza to, że znaleźliśmy się w punkcie wyjścia? Odpowiadając szczerze: jeszcze nie wiadomo. Tym bardziej należy być ostrożnym w wysuwaniu pochopnych wniosków. W podsumowaniach pokryzysowych daje się niekiedy odczuć powątpiewanie w jakościową zmianę. Jednak pojawiają się też inne głosy, sugerujące, że niektóre rzeczy już nigdy nie będą takie same. Na przykład Catherine Rampell twierdzi w swoim artykule, że co najmniej kilka zawodów, które padły ofiarą recesji nie wróci już do dawnych łask. Chodzi przede wszystkim o wszelkiego rodzaju prace administracyjne, których czas, jak przekonuje autorka, mija bezpowrotnie. Zgodnie z tą tezą kryzys przyspieszył to co i tak prędzej czy później musiało nadejść – to znaczy cięcia kadrowe wśród wykwalifikowanych pracowników biurowych i szeroko rozumianego sektora usług. Zmierzch recesji nie przyniósł poprawy sytuacji i stosunkowo szybko okazało się, zdaniem Rampell, że personel zapewniający codzienne działanie biur nie jest aż tak niezbędny jak sądzono jeszcze kilka lat temu. Być może więc należy postawić duży znak zapytania nad twierdzeniem, że gospodarka oparta na wiedzy zorientowana jest przede wszystkim na przede wszystkim na potencjał tkwiący w pracownikach. Ta pesymistyczna teza może się jednak okazać dosyć krótkowzroczna. Trudno bowiem mówić o powrocie do normalności na rynku pracy, a to co ocenia się jako pokłosie kryzysu, może się okazać po prostu ostatnią jego fazą. Niedawno pisaliśmy o tym, że polscy przedsiębiorcy dosyć niechętnie zwalniają pracowników w dobie kryzysu mając świadomość tego, że prędzej czy później gospodarka stanie na nogi, a tym samym zredukowane stanowiska będzie trzeba ponownie obsadzić. Na dłuższą metę te firmy, które poddały się tendencji do cięcia zatrudnienia straciły nie tylko doświadczonych pracowników, ale również pewien stopień zaufania, którym pracownicy darzą firmy dające pewność zatrudnienia. Oczywiście polskie warunki różnią się w sposób istotny od amerykańskich (artykuł Catherine Rampell dotyczy rynku pracy w Stanach Zjednoczonych), ale tym bardziej powściągliwość polskich przedsiębiorców powinna nas cieszyć. Pewna doza sceptycyzmu jest zawsze wskazana i warto poczekać jeszcze chwilę z wysuwaniem wniosków o strukturalnych przekształceniach na rynku pracy. |

